Post

Odpuść sobie i idź dalej

Dwaj mnisi wędrowali przez las i natknęli się na piękną kurtyzanę stojącą na brzegu wezbranego strumienia. Ponieważ złożyli śluby czystości, młodszy mnich zignorował kobietę i szybko przeszedł przez strumień.

Zdając sobie sprawę, że piękna kobieta nie zdoła samodzielnie przejść przez strumień, starszy mnich wziął ją w ramiona i przeniósł przez strumień. Gdy dotarli na drugi brzeg, delikatnie postawił ją na ziemi. Kobieta uśmiechnęła się w podziękowaniu, a mnisi ruszyli w dalszą drogę.

Młody mnich aż się gotował, wciąż na nowo wspominając całe wydarzenie.
„Jak on mógł? – ze złością pytał sam siebie. – Czy nasze śluby czystości nic dla niego nie znaczą?” Im więcej młody mnich myślał o tym, co zobaczył, tym bardziej rosła w nim złość i bulwersowała go dyskusja, którą sam ze sobą prowadził: „Gdybym ja zrobił coś takiego, zostałbym wyrzucony z zakonu. Obrzydliwe. Może nie jestem mnichem tak długo jak on, ale umiem odróżnić dobro od zła”.

Spojrzał na starego mnicha, żeby sprawdzić, czy ten przynajmniej czuje skruchę z powodu swojego postępku, ale ten wydawał się równie pogodny i spokojny jak zawsze.
Młody mnich nie mógł dłużej wytrzymać milczenia:

More…

Powiązane wpisy:

Post

Niczym stado baranów

Pewnego dnia małe cielątko musiało przeprawić się przez gęsty las, aby powrócić na swoje pastwisko. Ponieważ było to niezbyt rozumne stworzenie, poszło okrężną drogą, która wiodła przez wszystkie możliwe wzgórza i doliny. Następnego dnia przechodził tamtędy pies i nie zastanawiając się długo, pobiegł tą samą ścieżką. Jakiś czas później pewien baran, zobaczywszy już przetartą drogę, poprowadził nią swoje stado.

Z czasem również ludzie mieszkający w okolicy zaczęli korzystać z tej ścieżki, która była bardzo kręta, wyboista, wiła się z lewa na prawo, biegła stromo pod górę i w dół. Ludzie z trudem pokonywali po drodze wszystkie przeszkody, nieustannie na nią narzekali i przeklinali, na czym świat stoi – całkiem zresztą słusznie. Ale nie uczynili nic, żeby zmienić ten stan rzeczy.
Korzystano z niej tak często, że w końcu stała się traktem handlowym, którym z wielkim mozołem ciągnięto biedne zwierzęta objuczone ciężkim ładunkiem. Przeprawa trwała trzy długie godziny, choć tę sama drogę można było spokojnie przebyć w pół godziny, gdyby tylko komuś przyszło to do głowy.

Minęło wiele lat i każdy skarżył się na ruch, który tam panował, choć była to najgorsza z możliwych tras. Przez cały ten czas stary mądry las śmiał się w duchu, widząc, jak ludzie ślepo podążają ścieżką wytyczoną przez małe cielę, nawet nie zastanawiając się czy to najlepszy wybór…

Czy w życiu nie jest podobnie? Ilu z nas podąża ścieżką innych ludzi, zamiast poszukać własnej drogi?

Powiązane wpisy:

Post

Tajemnica w Tobie

„Jestem tym, kim wielu być tylko marzy,
Jestem tym, kim wielu się być nie odważy.
Jestem tym, kto z podniesioną głową życia rzeką płynie.
Jestem tym, kim każdy człowiek chce i być powinien.
Chcesz wiedzieć kim jestem?
Jestem zwykłą, jednocześnie niezwykłą osobą.
Tajemnica tkwi w tym, że jestem po prostu Sobą.”

Powiązane wpisy:

Post

Kto naprawdę jest biedny a kto bogaty?

Pewnego dnia ojciec bardzo bogatej rodziny, zabrał swojego syna na wycieczkę na wieś, aby pokazać mu jak żyją biedni ludzie. Spędzili dwa dni na farmie, która należała do ludzi, których uważano za bardzo biednych.

W drodze powrotnej z wycieczki ojciec zapytał syna:
“ – Jak ci się podobała nasza wyprawa?”
“ – Była wspaniała!”
“ – Czy widziałeś jak żyją biedni ludzie?”
“ – O tak!”
“ – Czego więc nauczyłeś się na naszej wycieczce?”
Syn odpowiedział:
” – Zauważyłem, że oni mają cztery psy, a my tylko jednego. My mamy basen, który sięga do połowy naszego ogrodu, a oni mają strumień, którego końca nie widać.
My mamy importowane, sztuczne oświetlenie w naszym ogrodzie, a oni mają gwiazdy w nocy. Nasze patio sięga tylko do połowy działki, a oni mają cały horyzont.
My mamy mały kawałek ziemi do życia, a oni mają pole tak wielkie,że wzrok nie sięga. My mamy służących, którzy nam służą, a oni służą innym…
My kupujemy nasze jedzenie, a oni swoje uprawiają… Dla naszej ochrony mamy mur dookoła naszej posiadłości, a oni mają przyjaciół, którzy ich chronią…”

Ojciec chłopca stanął zdumiony i nie mógł powiedzieć
żadnego słowa, syn zaś dodał:
“ – Dzięki Tato, że pokazałeś mi jacy jesteśmy ubodzy.”

Powiązane wpisy:

Post

Przypowieść o trzech drzewach

Na wzgórzu nieopodal lasu rosły sobie trzy drzewa.
Każde z nich o czymś marzyło. Pierwsze drzewo pragnęło w przyszłości zostać pozłacanym kufrem, wysadzonym drogimi kamieniami, żeby możni tego świata składali w nim skarby.Drugie drzewo pragnęło stać się kiedyś łodzią pływającą po morzu i przewozić na sobie królów tego świata z ich świtą.Natomiast trzecie drzewo chci

ało pozostać na miejscu i stać się najwyższym drzewem w okolicy tak, aby ludzie, którzy będą wracali spracowani z pola do domu, zatrzymali swój wzrok na jego wierzchołku i by patrząc nań zobaczyli błękitne niebo i myśleli o Stwórcy.

Któregoś dnia przyszli drwale i ścieli wszystkie trzy drzewa. Pierwsze z nich wcale nie zostało pozłacanym kufrem, wysadzonym drogimi kamieniami, w którym możni tego świata składaliby swoje skarby. Zrobiono z niego zwykły karmnik dla zwierząt. Drugie drzewo nie stało się łodzią pływającą po morzu, by przewozić na sobie królów tego świata wraz z ich świtą. Stało się zwykłą łodzią rybacką, pływającą po pobliskim jeziorze. A trzecie drzewo … Zupełnie o nim zapomniano. Pocięto je w bele i złożono w magazynie, aby kiedyś je sprzedać przyjeżdżającym z daleka kupcom.

Lecz przyszedł taki czas, gdy w starym karmniku dla zwierząt złożono największy skarb tego świata – dziecko, które urodziło się w Betlejem. Natomiast łódź rybacka, wracając z połowu ryb, jest świadkiem niecodziennego wydarzenia. Mężczyzna ubrany w białe szaty wstaje, wyciąga przed siebie ręce i ucisza burze na jeziorze. Wówczas łódź uświadamia sobie, że przewozi na sobie Króla całego Wszechświata.O trzecim drzewie przypomniano sobie, gdy prowadzono pewnego więźnia na ukrzyżowanie. Złożona na jego barki dwie drewniane bele i gdy dotarł na wzgórze, przybito go do tych dwóch skrzyżowanych kawałków drewna. Ten oddał swoje życie. I do dziś dnia, ktokolwiek spojrzy na to drzewo, myśli o Stwórcy.

Kimkolwiek jesteś … nie wątp w pragnienia, jakie Stwórca złożył w twoim sercu. On pierwszy jest zainteresowany, aby je zrealizować. Nie według twego widzimisię, ale według Jego woli…

Powiązane wpisy:

Post

Gdy ktoś Ci powie – NIE MOŻESZ…

Straszliwa burza rozszalała się na morzu. Ostre podmuchy lodowatego wiatru przeszywały wodę i unosiły w olbrzymich falach, które spadały na plażę, niczym uderzenia młota mechanicznego. Jak stalowe lemiesze orały dno morskie, wyrzucając z niego na dziesiątki metrów od brzegu małe zwierzątka, skorupiaki, małe mięczaki.

Gdy burza minęła, tak gwałtownie jak przyszła, woda uspokoiła się i cofnęła. Ter

az plaża była pokryta błotem, w którym zwijały się w agonii tysiące, tysiące rozgwiazd. Było ich tyle, że plaża wydawała się być zabarwiona na różowo.

Zjawisko to przyciągnęło wielu ludzi ze wszystkich stron wybrzeża. Przyjechały nawet ekipy telewizyjne, aby sfilmować to dziwne zjawisko. Rozgwiazdy były prawie nieruchome. Umierały…

Wśród tłumu stało również dziecko, trzymane za rękę przez ojca. Oczyma zasmuconymi wpatrywało się w małe rozgwiazdy. Wszyscy na nie patrzyli, ale nic nie robili.

Nagle dziecko puściło rękę ojca, zdjęło buciki i skarpetki, i pobiegło na plażę. Pochyliło się i małymi rączkami wzięło trzy rozgwiazdy, i biegnąc szybko zaniosło je do wody, potem wróciło i zaczęło robić to samo.

Zza cementowej balustrady jakiś mężczyzna zawołał:
– Co robisz chłopczyku?
– Wrzucam do morza rozgwiazdy. W przeciwnym razie wszystkie zginą na plaży – odpowiedziało dziecko.
– Tu znajdują się tysiące rozgwiazd, nie możesz uratować ich wszystkich. Jest ich zbyt wiele! – zawołał mężczyzna. – Tak dzieje się na tysiącach innych plaży wzdłuż brzegu! Nie możesz zmienić tego faktu na Ziemi!

Dziecko pochyliło się, by wziąć do ręki inną rozgwiazdę i rzucając ją do wody, powiedziało:

– A jednak zmieniłem ten fakt dla tej oto rozgwiazdy.

PS.: A co Ty robisz, gdy ktoś Ci mówi „nie możesz tego robić”, „nie dasz rady”… ?

Powiązane wpisy:

Post

Najpierw daj, a i Tobie będzie dane

Jedną z najlepszych kiedykolwiek napisanych duchowych przypowieści można zobaczyć w szklanej ramce, w sklepie na pustyni, w południowej Kalifornii. Napisano ją kiedyś resztką ołówka po obu stronach arkusza papieru pakowego, który złożono i umieszczono dla ochrony w blaszanej puszce po proszku do pieczenia. Puszka przywiązana była drutem do starej pompy studziennej, która stanowiła jedyną szansę zd

obycia wody na bardzo długim i rzadko uczęszczanym szlaku przez pustynię Amargosa.

Oto, co jest tam napisane:
„Ta pompa działa dobrze w czerwcu 1932. Założyłem nową uszczelkę do tłoka i powinna ona przetrwać 5 lat. Ale uszczelka wysycha i pompa musi być zalewana. Pod białym kamieniem zakopałem butelkę wody, po ocienionej stronie, korkiem do góry. Jest w niej dość wody, by zalać pompę, ale pod warunkiem, że nie będziesz z niej najpierw pić. Wylej około ¼ wody z butelki, niech nasączy dobrze uszczelkę. Potem wylej resztę, nie za szybko. A potem pompuj ile sił. Dostaniesz wodę. Studnia nigdy nie wysychała. Miej wiarę. Gdy woda podniesie się do góry, napełnij butelkę i połóż z powrotem tam, gdzie ją znalazłeś, dla następnego spragnionego. Pustynny Pete

P.S NIE WYPIJAJ NAJPIERW WODY.
Jeśli ją wypijesz, studnia w ogóle nie ruszy. Zalej nią pompę, a dostaniesz tyle wody, ile zdołasz pomieścić. A kiedy następnym razem będziesz się modlić, pamiętaj, że Bóg jest jak ta pompa. Musi zostać podlany. Oddawałem wiele razy ostatniego dziesiątaka, żeby zalać pompę moich modlitw i oddawałem ostatnie ziarna fasoli przybyszowi, mówiąc AMEN. Zawsze dostawałem odpowiedź. Wasze serca najpierw muszą stać się wytrwałe w dawaniu, zanim będziecie otrzymywać. Pete.”

Powiązane wpisy: